ZAGUBIENIE

NINA  – ZAGUBIENIE

“Nie jest się tym, kim się jest – jest się tym, kim się siebie wymyśli” – Jacek Dukaj

Zastanawialiście się kiedykolwiek w życiu czy to my tworzymy chwile z naszego życia, czy to może one tworzą nas…? I co tak naprawdę jest ważniejsze? Kim się staniemy? Czy jak się tym kimś staniemy…?

Co byście zrobili, gdybyście mieli cztery warianty życia? Podejmowalibyście takie same decyzje? A może Wasze życie w 70% byłoby takie samo? Różnice byłoby ogromne czy mało zauważalne?

Przełom lata i jesieni to taki dziwny czas. Czas intensywnych zmian, mnóstwo energii poświęcamy na wymyślaniu siebie. Relatywnie niedawno przeczytałam artykuł dotyczący tworzenia różnych wizji siebie w wyniku przechodzenia kryzysów różnorodnego pochodzenia. W tym zabieganym i pełnym chaosu świecie do kryzysu podchodzić trzeba pozytywnie. Wszak kryzys to szansa na przestawienie się na jakiś nowy, wyższy poziom. Zazwyczaj pojawia się, gdy coś nas za bardzo blokuje i nie potrafimy tego ominąć. Daje realną możliwość wprowadzania radykalnych reform w życiu. Tylko trzeba go dobrze wykorzystać, dobrze zrozumieć. Przyzwyczajenie jest – jakby nie było – naszą drugą naturą. Człowiek przyzwyczaja się myśleć o sobie i innych w jakiś określony, zawężony sposób. Wszystko, co się dzieje ma jakiś sens. Zazwyczaj nie umiem go zrozumieć na bieżąco, to przychodzi razem z perspektywą ofiarowaną prze czas. I tak czas. Pojęcie względne, ale jakże cenne. Zaczyna odkrywać kluczową rolę, gdy przestajemy lubić nagle samych siebie. Wystarczy do tego jedna bardzo prozaiczna rzecz. Zazdrość. Coś, co odczuwamy jako nie nasze, co jednak na dłuższą metę wgryza się wyjątkowo głęboko w nasz umysł i ciało. Umysł mówi wtedy: to jest fantastyczny człowiek, który jest sumą tych wszystkich rzeczy, którymi nie jestem ja sam. Wyjątkowo utknęło mi w pamięci zdanie, na które natknęłam się, będąc pełną naiwnej wiary dwudziestolatką: „By się ponownie narodzić, trzeba najpierw umrzeć”. Przypomniałam sobie o nim dopiero teraz. Narodzić się – w sumie pomysł dobry, lecz żeby od razu umrzeć? No chyba, jeśli zinterpretować to metaforycznie. Zatem by się odrodzić, wypadałoby najpierw pozwolić umrzeć swoim starym przyzwyczajeniom, emocjom, uczuciom, pragnieniom i wartościom. Innej opcji chyba nie ma. Takim odrodzeniem poprzez zanegowanie i odrzucenie tego, co było do tej pory, może być np. utrata pracy, jakaś choroba, rozstanie, zdrada najlepszego przyjaciela/przyjaciółki. W ekstremalnych przypadkach może i wyrwanie się ze szponów jakiegoś złego nałogu. Bo nasze życie zbudowane jest z rzeczy bardzo ważnych, ale też z miliona najróżniejszych epizodów. Pozwalamy i dajemy się porwać wsłuchaniu się w pragnienia i oczekiwania innych osób wobec nas samych, a co najgorsze – w końcu zaczynamy im wierzyć. Zaczynamy zatracać zdolność postrzegania tego, co jest fałszem, a co prawdą o nas samych. Zapominamy o takich słowach jak: chcę, pragnę, mam ochotę, zastępując je jednym krótkim: MUSZĘ. I muszę zaczyna przypominać puzzle, które ktoś wcześniej zaprojektował i zamknął w pudełeczku… Co ratuje nas od ich kompletnego ułożenia? Brakujący element… Dla każdego z nas jest on czymś innym… Dlatego z całych sił starajmy się nie myśleć o tym, co pomyślą o nas inni. Nie starajmy się za wszelką cenę o powszechną akceptację. Niech każdy nasz dzień ma swój rytuał, unikatowy rytm i porządek. Jeśli coś ten rytm zakłóci, niech nie budzi się w nas automatycznie poczucie winy. Nie jesteśmy i nie musimy być perfekcjonistami. Pamiętajmy, że życie przynosi niespodzianki. Ilekroć próbujemy temu zaprzeczyć lub kurczowo trzymamy się sztywnego regulaminu, skazujemy się mimowolnie na myśl, że się nie udaje. Dlatego zróbmy listę rzeczy, które uważamy, że musimy robić. Słowo “muszę” zastąpmy słowem “chcę”. Starajmy się też w ramach tzw. zdrowego rozsądku, dawać upust własnym potrzebom, pragnieniom, niepokornym zachciankom, które co jakiś czas chodzą nam po głowie. Bądźmy dumni z faktu, że nie gramy, nie udajemy, nie przymilamy się, nie kłamiemy. Oczekujmy tylko uczciwego scenariusza napisanego przez los. I wiary, że, jeśli się naprawdę postaramy, to dostaniemy od życia nawet nie tyle, na ile sobie zasłużymy, ale tyle, na ile sobie zapracujemy.

Oczywiście będą się zdarzały dni, w ciągu których będziemy się bać, że nie damy rady. Kiedy jest tak bardzo źle i ciężko, że chce się wszystko rzucić w diabły. Kiedy ma się dość czekania, dość negatywnych uczuć, myśli, braku ulotnej nadziei. Należy jednak wierzyć. W wieczną powtarzalność zdarzeń, w dobre emocje przyjmowane w dużym stężeniu, w przekraczalność własnych granic. Nauczymy się podchodzić do pewnych spraw z taką lekkością jak późno wiosenny wiatr, który rozwiewa nam włosy w słoneczne popołudnie. Nie kodujmy, nie analizujmy każdego zdania wypowiedzianego w naszym kierunku, jakby to była wiedza, którą musimy zdać na jakimś egzaminie. Nie tkwijmy w beznadziejnych związkach, bo mamy dziwne przeczucie, że zaprowadzą w naszym życiu względny porządek. Nie wpadajmy w nałogi, tłumacząc to sobie, iż w każdym porządku musi być chaos oraz trochę rozrywki. Nie marnujmy szans, kiedy życie zupełnie nieoczekiwanie rzuca nam je pod nogi, bo przecież zawsze można chcieć więcej, bo zawsze ktoś inny ma więcej. Nie ignorujmy ludzi, którzy w naszej ocenie pojawiają się w złych momentach naszego życia. Momenty zawsze będą nieodpowiednie. A wyjątkowi ludzie mają to do siebie, że są jak białe kruki – pojawiają się zbyt rzadko, by pozwolić im zniknąć na zawsze. Nie bierzmy masowo kredytów na kolekcjonowanie rzeczy. Nie skupiajmy się na płaceniu rat, kredytów, bo to rzeczy, które nie powinny nas dotyczyć. Nie traćmy czasu. Nie myślmy, że mamy jeszcze dużo czasu na zmiany. Uczmy się żyć tu i teraz. I nie zapominajmy, iż najskuteczniejszą bronią w walce o samego siebie jest chyba świadomość, że moje myśli to ja. Trzeba żyć, ufając samemu sobie.

Modelka: Ola Orłowska
Stylizacja: Kaja Rogacz
Fotograf: Hanna Balwierczak
Make-up: Zuzanna Marcińska
Designer: Aleksandra Kucharczyk , Sandra Stachura
Asystent: Sebastian Śpiewak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here